Znowu razem

October 13th, 2001

- Na początku tygodnia po raz pierwszy od dłuższego czasu miałem na treningu wszystkie zawodniczki, oczywiście oprócz kontuzjowanej Kaśki Wieliczko – powiedział Gazecie Jacek Grabowski, trener ZEC ESV Gwardii. Pierwszy mecz ligowy wrocławianki rozegrają 27 października (sobota, godz. 18, hala przy ul. Krupniczej), a na razie mają na rozkładzie treningi i mecze Pucharu Polski. W najbliższą środę (godz. 17, ul. Krupnicza) postarają się wziąć srogi rewanż na Muszyniance Muszyna, z którą przegrały na wyjeździe 2:3. – Muszynianka to naprawdę przyzwoity zespół (seria B – przyp. WoK), w którym grają siatkarki z I-ligową przeszłością. Ciężko gra się w ich specyficznej hali. To była daleka podróż i w dodatku męcząca, bo jechaliśmy tam w dniu meczu – wyjaśnił szkoleniowiec gwardzistek. Jeśli wrocławianki okażą się w dwumeczu lepsze od Muszynianki (w to nie wątpimy), w kolejnej rundzie PP spotkają się ze zwycięzcą pary Stal Bielsko – Wisła Kraków. W pierwszym meczu tych ekip Stal wygrała 3:1.

Autor artykułu: (WoK)

Wzięli punkt

October 13th, 2001

Mimo że prowadzili już 2:1 w setach, siatkarze 1044 Gwardii Wrocław przegrali wczoraj w Orbicie w inauguracyjnym meczu Polskiej Ligi Siatkówki z wicemistrzami Polski Galaxią Częstochowa 2:3. W myśl nowych przepisów goście wywieźli z Wrocławia dwa ligowe punkty, natomiast podopieczni Macieja Jarosza wzięli jeden punkt. Za porażkę 1:3 bądź 0:3 nie dostaliby nic. Mimo wszystko szkoda, bo zwycięstwo było w pewnym momencie blisko.

W pierwszej partii gwardziści sprawiali wrażenie spiętych i ani przez moment nie byli na prowadzeniu. Doszli jednak rywala na jedno oczko (11:12), ale od tego momentu stracili siedem punktów z rzędu i było po secie. W drugiej partii Pawla Reznićka zmienił na rozegraniu Ireneusz Kłos i gra zaczęła się kleić. Na przerwę techniczną wrocławianie schodzili z dwupunktową zaliczką (8:6). Rywale wyszli jednak na prowadzenie 14:13, po tym jak Przemysław Lach zaserwował rywalom punkt w prezencie, fatalnie zagrywając w siatkę. Za moment po raz pierwszy w meczu (!) pomylił się jednak w ataku Łotysz Tomass Kalnins i od tego momentu (15:14) panowali wrocławianie. W końcówce trener Ireneusz Mazur wpuścił już na parkiet młodych Oczkę i Kokocińskiego.
Bardzo wyrównany, ale dobry w wykonaniu gwadzistów był trzeci set, w którym ogólnę ich gry psuły jednak zagrywki. Lacha. Po nieudanych mocnych serwach, skupił się on wyłącznie na lekkim przebijaniu piłki, a mimo to piłka lądowała po jego zagraniach w samym środku siatki. Skończyło się jednak 25:23 po ataku Krzysztofa Janczaka i zarysowała się szansa na zgarnięcie całej puli, czyli trzech ligowych punktów. Niestety. Czwarta partia zaczęła się od prowadzenia gości 4:0, którzy kontrolowali przebieg gry. Przy stanie 16:22 grała wrocławska młodzież, a stare wygi myślały już o tie breaku. W nim jednak niemal nie do zatrzymania byli Marcin Nowak i Damian Dacewicz. Na pierwsze zwycięstwo musimy poczekać – miejmy nadzieję – do przyszłej soboty (mecz Jastrzębiem w Orbicie, godz. 17).
* Dziś pozostałe mecze I kolejki: Skra Bełchatów – Mostostal Kędzierzyn, Ivett Jastrzębie Borynia – Morze Szczecin, Czarni Radom – Stal Nysa, Indykpol Olsztyn – Stolarka Wołomin.

Gwardia – Galaxia 2:3 (18:25, 25:21, 25:23, 17:25, 12:15)
Gwardia: Reznićek, Janczak, Brdović, Kurek, Markiewicz, Lach – Kwasowski (libero), Kłos, Jarosz, Semeniuk, Uliński, Górnik.
Galaxia: Wagner, Bąkiewicz, Dacewicz, Rejlić, Nowak, Kalnins – Ignaczak (libero), Panas, Oczko, Kokociński.

Znowu razem
Na początku tygodnia po raz pierwszy od dłuższego czasu miałem na treningu wszystkie zawodniczki, oczywiście oprócz kontuzjowanej Kaśki Wieliczko – powiedział wczoraj Gazecie Jacek Grabowski, trener ZEC ESV Gwardii. Pierwszy mecz ligowy wrocławianki rozegrają 27 października (sobota, godz. 18, hala przy ul. Krupniczej), a na razie mają na rozkładzie treningi i mecze Pucharu Polski. W najbliższą środę (godz. 17, ul. Krupnicza) postarają się wziąć srogi rewanż na Muszyniance Muszyna, z którą przegrały na wyjeździe 2:3. – Muszynianka to naprawdę przyzwoity zespół (seria B – przyp. WoK), w którym grają siatkarki z I-ligową przeszłością. Ciężko gra się w ich specyficznej hali. To była daleka podróż i w dodatku męcząca, bo jechaliśmy tam w dniu meczu – wyjaśnił szkoleniowiec gwardzistek. Jeśli wrocławianki okażą się w dwumeczu lepsze od Muszynianki (w to nie wątpimy), w kolejnej rundzie PP spotkają się ze zwycięzcą pary Stal Bielsko – Wisła Kraków. W pierwszym meczu tych ekip Stal wygrała 3:1.
(WoK)

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Po zwycięstwa!

October 13th, 2001

Po zmaganiach w Pucharze Polski dolnośląscy drugoligowcy wracają na ligowe boiska. Polar Wrocław, po trzech porażkach z rzędu, jedzie do Białegostoku na mecz z znajdującą się w strefie spadkowej Jagiellonią. Z kolei polkowiczanie jadą do rewelacyjnego beniaminka, Szczakowianki Jaworzno.

Wtorkowa porażka 0:4 z Amiką Wronki w Pucharze Polski była trzecim z rzędu przegranym meczem drużyny z Zakrzowa. Czyżby to była kolejna, tym razem niechlubna, passa wrocławian, po serii siedmiu spotkań bez porażki? Wszyscy w Polarze wierzą, że tak się nie stanie. – Teraz czas na rehabilitację po tych nieudanych meczach. Mam nadzieje, że stanie się to właśnie w Białymstoku. Drużyna jest mocno zmobilizowana i walecznie nastawiona. – powiedział trener Polaru, Ryszard Urbanek. – Zdajemy sobie jednak sprawę, że będzie to trudny pojedynek. Powiem nawet tak, że kto pierwszy strzeli bramkę, wygra ten mecz. My będziemy chcieli w pierwszej kolejności zabezpieczyć tyły, a później postaramy się o kontry – dodał Urbanek.
W znacznie lepszych nastrojach, po awansie do 1/8 Pucharu Polski, na mecz ligowy wyjechali piłkarze, Górnika Polkowice. Wracając z Myszkowa, polkowiczanie zatrzymali się w Opolu, gdzie obejrzeli mecz PP Odry z Ruchem Chorzów. Właśnie chorzowianie 10 listopada będą rywalem Górnika w walce o 1/4 PP. – Szkoda, że nie zdobyliśmy choćby punktu w meczu z Orlenem, choć okazji do strzelenia bramki nie brakowało. Widać jednak poprawę w grze drużyny i będziemy walczyli o zwycięstwo, mimo że gospodarze spisują się u siebie bardzo dobrze. To byłby dla nas moment przełomowy, bo później będziemy grali z teoretycznie słabszymi przeciwnikami – powiedział kierownik drużyny, Mariusz Jurak.

Autor artykułu: Artur Szkudlarek, (ZJ)

Coś dla ciała i ducha

October 13th, 2001

W Szkole Podstawowej nr 3 w Górze odbył się festyn, któremu towarzyszyła wystawa obrazów Romana Dymitriu, nauczyciela plastyki w tej szkole. W zorganizowanie całej imprezy zaangażowali się rodzice, nauczyciele i sami uczniowie, którzy przygotowali wspaniałą część artystyczną, a także wystawę swoich prac plastycznych.

W przerwie między występami Roman Dymitriu przeprowadził licytację prac wykonanych przez swoich wychowanków na kole plastycznym. Były to specjalnie zdobione szklanki, kieliszki czy obrazki-wszystko ręcznie malowane-poinformowała Bożena Domańska, dyrektorka tej szkoły. Ramki do obrazków wykonał nieodpłatnie Robert Kurzawa, prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Górze, Ryszard Górski natomiast sponsorował działalność koła podczas festynu. Oprócz atrakcji artystycznych były też kulinarne. Moż na było zjeść ruskie pierogi, kiełbasę, gotowaną kukurydzę, na deser zjeść słodkie ciasto i wypić kawę-wszystko przygotowane przez rodziców i personel szkoły. Nie zabrakło oczywiście loterii fantowej, nagrodą główną był radiomagnetofon. Wszystkie losy były pełne, za numerkami kryły się jogurty, mąka, maskotki, krawaty, bluzki czy książki. Cały program prowadziły Karolina Kajzer i Patrycja Żmurko.

Autor artykułu: Beata Pona

Czas się rozliczyć

October 13th, 2001

Już w najbliższy czwartek miliccy radni zasiądą w sesyjnej sali. Po ponad miesięcznej przerwie będą radzić nad miejskimi finansami. Ocenią sytuację gminy i zapoznają się z dotychczasową realizacją budżetu.

Sesja rady miejskiej rozpocznie się 18 października o godzinie 14. 00. W z góry ustalonym porządku obrad najważniejszy jest punkt o ocenie sprawozdania zarządu za pierwsze półrocze z wykonania budżetu. Przed radnymi wytłumaczyć się będzie musiał cały zarząd z burmistrzem miasta, Waldemarem Wallem, na czele.
Jak dowiedzieliśmy się w biurze rady miejskiej rajcy Milicza poznają również obecną sytuację finansową gminy. Radni przystąpią do uchwalania miejscowych planów przestrzennego zagospodarowania. Ostatecznie przegłosowany zostanie również statut milickiego przedszkola.

Autor artykułu: (AGK)

Ożywiona na jeden dzień

October 13th, 2001

Już dzisiaj, na krótko, ożyje nieczynna od dawna linia kolejowa na trasie Wrocław – Trzebnica. A wszystko to za sprawą pociągu, którym z Wrocławia do Trzebnicy przyjadą pielgrzymi.

- Dawniej w Trzebnicy były dwie stacje kolejowe – opowiada Krzysztof Marek z wrocławskiego Klubu Sympatyków Kolei. – Linia normalnotorowa, która istnieje do dziś, oraz wąskotorowa, po której jeździły pociągi zarówno towarowe, jak i pasażerskie.
Przez blisko 105 lat po trasie Wrocław – Trzebnica kursowały pociągi pasażerskie. Oficjalnie zawieszono je w czerwcu 1991 roku. – Niestety nie udało się temu zapobiec – mówi Krzysztof Marek. – Wszystko miało na to wpływ: brak zachęcającej oferty ze strony przewoźnika, rozkład jazdy nie taki jak trzeba, ciężkie lokomotywy, które doprowadziły do zniszczeń.
Do 1999 roku kursowały pociągi towarowe, obsługujące prywatne firmy,
działające na stacji w Trzebnicy.
Już od 9 lat, w każdą październikową noc, poprzedzającą obchody św. Jadwigi w trzebnickiej bazylice, organizowany jest przejazd pociągu specjalnego z Wrocławia do Trzebnicy. Pociąg zarezerwowany jest dla pielgrzymów.
– Zainteresowanie ze strony uczestników, jak i mieszkańców Trzebnicy i miłośników kolei jest bardzo duże – twierdzi Krzysztof Marek. – Szkoda jednak, że zapomina się o takich lokalnych trasach. A mogłyby one w bezpieczny i szybki sposób spełnić rolę łącznika z wrocławską aglomeracją przy użyciu autobusów szynowych.

Autor artykułu: (AGK)

Powalczymy o medal

October 12th, 2001

(JELENIA GÓRA) – Cieszyłam się, gdy zostałam kapitanem – mówi Katarzyna Jeż, czołowa szczypiornistka Vitaralu-Jelfy Jelenia Góra. – Ale teraz wiem, że to trudne zadanie. Zwłaszcza, gdy trzeba łagodzić problemy. A te są w każdym zespole.

Katarzyna Jeż w Jeleniej Górze gra od zawsze. Nawet najstarsi kibice nie pamiętają, w którym roku rozpoczęła przygodę z piłką ręczną. – Chwileczkę – sama zawodniczka potrzebowała czasu, by sięgnąć myślami wstecz. – Pamiętam, to było w 1981 roku. Wtedy Jelfa nazywała się jeszcze MZKS Karkonosze.
Przez te wszystkie lata Kasi zabrakło tylko przez rok w składzie drużyny. Wyjechała wtedy do Belgii. – Teraz już nie wiem, czy potrafiłabym grać w innym klubie – mówi. – Już jestem tak związana z Jelenią Górą, z tymi ludźmi. Nie, nigdzie już nie wyjadę.

Dyskwalifikacja
Przełomowym momentem w życiu zawodniczki była dyskwalifikacja prawie trzy lata temu przez Związek Piłki Ręcznej w Polsce, za rzekome zażycie środków dopingujących. W praktyce Kaśka zażyła Fervex, lek na… grypę. Rozgrywająca została odsunięta początkowo na rok, a potem skrócono jej karę do 6 miesięcy. – To był koszmar – wspomina. – Ale nauczyłam się jednego: wystrzegam się wszelkich leków. A jeśli już muszę coś zażyć, kilka razy sprawdzam, czy specyfik nie znajduje się na liście zakazanych.
W Jeleniej Górze jednak podejrzewano, że Kaśka została odsunięta od gry z innych powodów. Rozgrywająca Jelfy była wtedy liderką klasyfikacji strzelczyń i miała szansę zakończyć sezon w koronie najskuteczniejszej w lidze. Przepadło.

O medal?!
Katarzyna Jeż powróciła do gry i jest liderką zespołu, który osiąga dobre wyniki w ekstraklasie szczypiornistek. Została też kapitanem drużyny. – Najgorsze jest to, że gdy są spory, to muszę je jakoś łagodzić – mówi. – Staram się być przy tym obiektywna. A jak jest naprawdę? – Nie wiem, może dziewczyny mogłyby powiedzieć więcej – dodaje.
Fani Jelfy, którzy znani są z tego, że tłumnie przychodzą na każdy mecz, zadają sobie pytanie, kiedy wreszcie drużyna zdobędzie upragniony medal w mistrzostwach Polski. – Będziemy walczyć – zapowiada Kaśka Jeż.

Autor artykułu: Robert Zapora

Premiera w Orbicie

October 12th, 2001

(WROCŁAW) – Nie chciałbym się bawić w żadne prorokowania, który zespół wygra, bo z reguły moje typy są mało fartowne. Ale wierzę w swoją drużynę. Chwała Bogu, kontuzje nas ominęły, dlatego przyjeżdżamy w optymalnym składzie – zapowiedział trener Galaxii Częstochowa, Ireneusz Mazur przed dzisiejszym meczem ligowym z 1044 Gwardią Wrocław (hala Orbita przy ul. Wejherowskiej, godz. 19, bezpośrednia transmisja w TVP3).

Przypomnijmy, że dwa tygodnie temu gwardziści Macieja Jarosza pokonali w Orbicie częstochowian 3:1 w pierwszym spotkaniu O Puchar 1044. – My nie graliśmy wtedy źle. Graliśmy tak, jak pozwolił nam rywal – wyjaśnił Gazecie trener Mazur, były szkoleniowiec kadry narodowej. – Wtedy w zasadzie po raz pierwszy wystąpili u nas obcokrajowcy, Rejlić i Kalnins. Oba zespoły są zresztą w podobnej sytuacji, bo i w Gwardii, i w Galaxii jest sporo nowych graczy.
Przed niespełna tygodniem częstochowianie zainaugurowali sezon pucharowy. Dwukrotnie pokonali w Luksemburgu (w rozgrywkach Top Teams Cup) 3:0 amatorów z VC Manner. W obu spotkaniach wystąpili jeszcze bez dwójki wspomianych obcokrajowców, którzy nie zostali w porę zgłoszeni do rozgrywek. – Obaj pracują jednak z nami na treningach i zjawią się we Wrocławiu. Podobnie jak kontuzjowany jeszcze niedawno Arek Gołaś – dodał trener Mazur.

W tydzień sześć punktów

Pamiętajmy, że od rozpoczynającego się sezonu zwycięstwo w stosunku 3:0 lub 3:1 jest nagradzane trzema punktami, natomiast pokonanie rywala 3:2 daje w tabeli dwa punkty. – Po Galaxii będziemy grać u siebie z Jastrzębiem (za tydzień, w sobotę – przyp. WoK). Dobrze byłoby wywalczyć w tych meczach sześć punktów. Po takim sukcesie od razu wzmacnia się psychika zespołu – mówił nam niedawno atakujący Gwardii Krzysztof Janczak. Cel ambitny, ale jak najbardziej realny. Stać na to ekipę trenera Jarosza! Rywal – Galaxia – jest jednak zacny, to mistrzowie kraju z sezonów 90, 93-95, 97 oraz 99. Zdarzają im się jednak blade początki ligi… Pozostałe mecze I kolejki odbędą się jutro.

Piłki i plakaty

Oprócz emocji stricte sportowych, na kibiców czekają i inne atrakcje. Dlatego pod Orbitą warto pojawić się już o godz. 17. Będzie festyn, będą upominki i nagrody (m.in. piłki i plakaty z autografami wrocławskich siatkarzy oraz bezpłatne karnety na rundę zasadniczą!), a także możliwość wzbicia się balonem na wysokość stu metrów. To wszystko przed spotkaniem, na które bilety kosztują 10 (normalny) oraz 5 (ulgowy) zł. Można też nabyć karnet na dziewięć spotkań gwardzistów w rundzie zasadniczej (75 zł).

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Bez żadnych kompleksów

October 12th, 2001

(WROCŁAW) W piątek (godz. 19, transmisja w Canal+) piłkarze Śląska Wrocław rozegrają we Wronkach spotkanie ligowe z Amiką. Zdecydowanym faworytem tej potyczki są wronczanie i to nie tylko dlatego, że wygrali pierwszy mecz we Wrocławiu, ale również dlatego, że są liderem grupy B. Podopieczni Petra Nemca nie boją się jednak żadnego rywala i będą się chcieli pokusić o zrobienie kolejnej niespodzianki.

Jeszcze 6 punktów
- Szkoda, że nie wygraliśmy z Legią w Pucharze Polski, bo nie był to zły mecz w naszym wykonaniu. Byłoby to nasze trzecie zwycięstwo z warszawską jedenastką w tym roku, ale takie jest życie – powiedział nam trener Śląska, Petr Nemec. – Teraz jednak koncentrujemy się na meczu z Amiką Wronki. Jak w każdym meczu będziemy chcieli zagrać swoją piłkę. Ostatnio lepiej grało nam się z wyżej notowanymi rywalami i mam nadzieje, że podobnie będzie we Wronkach. Według mnie do awansu do czołowej czwórki potrzebne nam jest jeszcze ok. 6 punktów. Być może pierwsze z nich zdobędziemy we Wronkach. Kto zagra w bramce? Jeszcze nie wiem. Krzysztof Pyskaty już wznowił treningi, ale mamy jeszcze dwóch młodych bramkarzy, i po dobrym występie Radosława Janukiewicza w meczu z Legią, może postawię na któregoś z nich – dodał trener Nemec.

Nabrał pewności
- Z Amiką na pewno zagramy ostrożnie i uważnie, tak by nie stracić bramki. Natomiast w ataku chcielibyśmy zagrać tak jak w meczu wyjazdowym z Legią – powiedział nam najlepszy strzelec Śląska, Remigiusz Jezierski. – Na pewno po udanych meczach nabrałem pewności siebie i nie obawiam się żadnego obrońcy. Czy strzelę coś we Wronkach? Bardzo bym chciał, bo w dwóch kolejnych meczach nie trafiałem do siatki, ale nie powiem co zaprezentuję do strzeleniu bramki. To niespodzianka, ale dodam że już coś przygotowałem – zakończył Jezierski.

Dziękuję kibicom
- Dla mnie każdy mecz w lidze jest bardzo ważny. Ten ze Śląskiem jest o tyle ważniejszy, że po dwóch porażkach będziemy chcieli zwyciężyć, zwłaszcza, że gramy przed własną publicznością. W środę zrobiliśmy dobry krok w tym kierunku pokonując inną wrocławską drużynę, Polar w Pucharze Polski. Musimy zdobyć jeszcze parę punktów, by być pewnym awansu do pierwszej czwórki – powiedział nam Grzegorz Szamotulski, były golkiper Śląska, a obecnie Amiki. – Na pewno mecze ze Śląskiem są dla mnie nieco inne, ponieważ grałem w tym klubie. Tak było już podczas pierwszego meczu we Wrocławiu, gdzie zostałem fantastycznie przyjęty przez kibiców, za co chciałbym im podziękować. Z drugiej strony tak samo koncentruję się na każdy mecz, bez względu na fakt, z kim gramy.
Do dziś wrocławski klub zalega „Szamo” finansowo: – Z działaczami Śląska podpisałem pewną umowę, z której wynika, że do 31 października powinienem otrzymać drugą, większą, część pieniędzy, które jest mi winny Śląsk. Poszedłem im wtedy na rękę, bo nie chciałem szkodzić klubowi, w którym przecież grałem. Mam nadzieję, że działacze wywiążą się z tego terminu.

Autor artykułu: Michał Karpiński, Artur Szkudlarek.

Oskarżony Jan W. zeznaje

October 11th, 2001

Wczoraj wyjaśnienia przed sądem składał Jan W., były burmistrz Świebodzic, który zasada na ławie oskarżonych pod zarzutem narażenia gminy Świebodzice na straty finansowe i nadużywania uprawnień. Wczoraj w sądzie stawili się wszyscy, tym samym proces rozpoczął się na dobre.

Przed sądem stanęło także kilkunastu współpracowników byłego burmistrza, w tym członkowie zarządu, były przewodniczący rady miejskiej oraz pracownicy urzędu. Im Prokuratura Okręgowa w Świdnicy zarzuca poświadczenie nieprawdy i fałszowanie dokumentów. W sumie na ławie oskarżonych zasiada, wraz z byłym burmistrzem, 15 osób.
- Wczoraj sąd słuchał przede wszystkim Jana W. oraz jego ówczesnego zastępcę i szefa Zakładu Wodociągów i Kanalizacji – mówi sędzia Mariusz Górski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Świdnicy. – Jan W. nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów. Jego zdaniem wszystko, co robił, robił dla dobra gminy, a nie prywatnych korzyści. Przyznaje, że na sfałszowanych dokumentach widnieją jego podpisy ale tłumaczy to tym, iż podpisywał papiery nieświadomie, ufając swoim pracownikom to, co mu podsunęli.
Na początku procesu gmina Świebodzice złożyła wniosek o to, aby równocześnie ze sprawą karną toczył się proces o odszkodowanie dla gminy w wysokości 1,5 mln zł. Władze Świebodzic chcą, by Jan W. i jego współpracownicy pokryli koszty kar, jakie obecne władze musiały zapłacić, a które są efektem decyzji poprzedniego zarządu i burmistrza. Sąd dopuścił ten wniosek ale uznał roszczenie tylko w stosunku do Jana W. Wobec pozostałych osób gmina Świebodzice powinna dochodzić roszczeń na drodze cywilnej.
Kolejny termin procesu wyznaczono na 24 października. Ciekawostką sprawy jest to, że Jan W. ma aż 3 obrońców, podczas gdy pozostali oskarżeni nie mają ich wcale. Jeden z mecenasów reprezentuje interesy jeszcze kilku osób, natomiast większość zasiadających na ławie oskarżonych nie posiada obrońców. Proces odbywa się, ze względu na dużą liczbę oskarżonych, w największej sali Sądu Rejonowego w Świdnicy, która ma zabezpieczoną kratami ławę oskarżonych.

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska